Jedyna taka satyryczka

Była przede wszystkim pisarką. Miała wyjątkowy zmysł obserwacji oraz lekkie pióro, pozwalające jej trafiać w samo sedno. Wielu czytelnikom kojarzy się jednak z nieodłącznym papierosem w ustach, a także ciętą ripostą. Miała unikatowy, można powiedzieć jeden na milion, dystans do siebie. Nie obrażała się, za to krytykowała otwarcie wszystko, co uważała za głupie. Jej książki czyta się w zasadzie jednym tchem. Cytaty wywołują uśmiech, ale przede wszystkim prowadzą do jednego wniosku: sama prawda. Maria Czubaszek zmarła w maju ubiegłego roku. Kilka dni później ukazała się jej autobiografia.

Książka na pożegnanie

,,Nienachalna z urody” to pozycja taka, jaka była sama satyryczka. Treściwa, waląca prosto z mostu, unikająca dyplomacji i grzecznościowego, aczkolwiek sztucznego tonu. Marii Czubaszek można było się wręcz bać, ponieważ ciosy, na szczęście tylko słowne, rozdzielała po równo. Trudno było jej jednak nie lubić, ponieważ krytykowała także siebie. W swojej autobiografii Maria Czubaszek dokonała kilku ważniejszych podsumowań, ale próżno szukać tam patetycznego tonu czy oznak wymądrzania się. Wręcz przeciwnie, w ,,Nienachalnej z urody” jest dokładnie tyle samo znanej czytelnikom Marii Czubaszek co w jej poprzednich książkach. A może nawet więcej. Wiek i wrodzony dystans do siebie mogły przyczynić się do większej otwartości. Czy wiedziała, że jest to jej ostatnia książka? Trudno powiedzieć, ale pewnie tak.

W sedno życia

Pani Maria nie bala się trudnych tematów. Doskonale zdają sobie z tego sprawę nawet ci, którzy nigdy nie spotkali się z nią twarzą w twarz. Mówiła wiele o sobie i swoim życiu, zabierała głos w kwestiach dzielących Polaków i odważnie broniła racji, w które wierzyła. Nie szła za tłumem, wręcz przeciwnie zachęcała do podążania własną drogą. Ostatecznie, jak twierdziła, i tak ,,wszystko pójdzie nie tak”. We współczesnym, pełnym nadęcia, pustych haseł i chwilowych trendów świecie takich osób nie ma wiele. Maria Czubaszek komentując, trafiała w sedno. A żyjąc, robiła po swojemu. Miała niespotykany dar posługiwania się językiem. Nie krzyczała, nie rzucała słów na wiatr, a już na pewno nie próbowała przekonywać do swoich racji. Po prostu byłą sobą, o czym można przekonać się chociażby poprzez lekturę jej ostatniej książki i autobiografii zarazem. Większość ludzi  przez całe życie marzy, by robić i mówić to, na co ona zdobywała się każdego dnia. Jak sama mówiła, nie żyła normalnie. Na normalność zwyczajnie szkoda jej było czasu. Życie stanowiło dla niej przygodę, a także do pewnego stopnia także fascynujący obiekt badań i obserwacji. Pozostało kilka świetnych książek.

Grażyna Wandzikowska